Videoblog: Stubai



Tagi: ,
 Karolina Arendarska 13.01.2011  |   Brak komentarzy

Rekreacyjnie na Stubai

Dzień przeznaczony w planie Austrostrady na „relaks indywidualny” wykorzystaliśmy na… ponowną wizytę na Stubai. Oczywiście z nartami. Jako że w dolinie pogoda była piękna, chcieliśmy sprawdzić, jak jest na lodowcu, bo podczas poprzedniej wizyty z racji mgły niewiele mogliśmy zobaczyć.

Teraz było lepiej, choć mocno wiało (nieczynnych było nawet kilka kolejek), a z czasem pojawiły się chmury. Parę zjazdów stubaiowskimi trasami, pokrytymi cienką warstwą świeżego śniegu, udało się jednak zrobić.

TJR_6968a

Tym razem nie odmówiliśmy też sobie spróbowania makaronu z opisywanej tu już szczegółowo najwyżej na świecie położonej wytwórni rozmaitego rodzaju past i klusek. Ich jakość w sześciostopniowej skali szkolnej oceniliśmy średnio na „mocną czwórkę”.

Przy okazji obejrzeliśmy też kolejną dumę Stubaier Gletscher – BIG Family Ski-Camp. To świetnie wyposażona szkółka dla dzieci, chcących nauczyć się jazdy na nartach. Dość wspomnieć, że  każdy z czterech wyciągów taśmowych (tzw. magic carpets) poprowadzony jest – właśnie ze względu silny czasem na lodowcu na wiatr – w specjalnym tunelu, chroniącym wywożonym nim uczniów przed zimnem. Nowością tego sezonu jest tor snowboardowy dla najmłodszych Big Family Boardercross (przy wyciągu Murmelebahn).

Nie bez przyczyny Stubai może od minionego roku szczycić się laurem „najbardziej przyjaznego dla rodzin terenu narciarskiego w Alpach” otrzymanym w rankingu renomowanego przewodnika narciarskiego ADAC. A przetestowano aż 1500 stacji!

TJR_6980a

Po południu zaś ruszyliśmy do Alpbachtal – kolejnego etapu Austrostrady.

Nie obyło się bez przygód: w Innsbrucku jedna z naszych Mazd złapała gumę. Okazało się, że opona jest rozcięta, więc nie da się jej naprawić. Musieliśmy sprawdzić skuteczność ubezpieczenia Assistance. Po kilku telefonach i ok. dwóch godzinach oczekiwania samochód znalazł się w warsztacie, a koledzy dostali samochód zastępczy. Poszukiwania odpowiedniej gumy trwają.

TJR_7075a

Wieczorem dotarliśmy do hotelu Pirchner Hof w miasteczku Reith, który ma być naszą bazą wypadową w rejonie Tiroler Alpbachtal Seenland. To ładnie wkomponowany w otoczenie, choć spory (co korzystnie wpływa na metraż pokoi) budynek.

Czekała tu na nas miła obsługa i przednia kolacja.

W zupie pieprzowej nuta pieprzu była wyraźna, lecz na tyle tylko, by nie zabić zapachu przetartych warzyw, na których oparty był krem. Podobnie doskonale skomponowane były pierogi z grzybami i sosem truflowym. Kaczka również była stosownie wypieczona, zaś mus malinowy, wypełniający podane na deser naleśniki, kucharz szczęśliwe pozostawił w naturalnym smaku, nie dodając cukru, delikatnie tylko prósząc pudrem same naleśniki.

Tylko z zewnętrznego basenu (oczywiście z odpowiednio gorącą wodą) nie zdążyliśmy już skorzystać. Największym zmartwieniem jest jednak to, że w nocy cały czas padał deszcz. Może wyżej sypie śniegiem?



Tagi: ,
 Karolina Arendarska 13.01.2011  |   Brak komentarzy

GALERIA: Rekreacyjnie na Stubai

TJR_6949a

TJR_6956a

TJR_6957a

TJR_6960a

TJR_6969a

TJR_6972a

TJR_6974a

TJR_6975a

TJR_6977a

TJR_6978a

TJR_6986a

TJR_6993a

TJR_7004a

TJR_7009a

TJR_7026a

TJR_7028a

TJR_7098a



Tagi: ,
 Karolina Arendarska 13.01.2011  |   Brak komentarzy

Schlick 2000, czyli free ride i dzieci

Gdyby sądzić tylko po statystykach z przewodników, Schlick 2000 byłoby stacją zimową jak wiele innych. Jest tu 22 km tras, które są obsługiwane przez dwie połączone gondolki, jedne czteroosobowe krzesła i siedem orczyków. Wysokość nienadzwyczajna, bo wyciągami można się dostać na niespełna 2200 m n.p.m. A dolna stacja kolejki znajduje się na rogatkach Fulpmes, miasta u wlotu do doliny Stubai (jedynym wyróżnikiem mogłoby być to, że urodził się tu znany austriacki skoczek narciarski Gregor „Schlieri” Schlierenzauer, który ma już zresztą w Fulpmes… plac swojego imienia).

TJR_6682a

Jednak już podczas jazdy gondolkami, Osuch i Seba wyraźnie się ożywili: pod nami był las pocięty śladami nart. „Ale miejscówka!” – wołali na widok malowniczych głazów i pni przysypanych śniegiem. A kiedy znaleźliśmy się na górnej stacji, zobaczyliśmy przepiękny masyw okalający spory kocioł, w jakim wytyczono nartostrady Schlick. Skalne szczyty ze swoimi kuluarami robią imponujące wrażenie (najwyższy, Gr. Ochsenwand, wznosi się na 2700 m n.p.m.) – zwłaszcza, że na śniegu pokrywającym niektóre grzbiety i żleby także było widać ślady przejazdów. Na dodatek w dole był kolejny las – znowu z możliwością jazdy między drzewami.

TJR_6640a

Daniel, nasz tutejszy przewodnik, nie bez powodu opowiadał więc wcześniej, że Schlick to prawdziwy raj dla freeride’rów. On sam, mając 26 lat, porzucił dobrze zapowiadającą się karierę urzędnika ubezpieczeniowego, na rzecz – jak mówi – dużo ciekawszej i wreszcie pasjonującej pracy w górach.

Zastrzegał tylko, że warunki – z powodu utrzymujących się od paru dni wysokich temperatur – są trudne i trzeba bardzo uważać na lawiny. Ale że widoczność była – z racji pełnego słońca – doskonała, szybko zaczął wskazywać miejsca, w których możliwy był w miarę bezpieczny, a ciekawy zjazd. Zresztą Jędrek i Seba też mieli swoje sugestie. W rezultacie wytyczyli po cztery linie – m.in. w tzw. Free Nature Park Schlick, gdzie kamienne osuwiska tworzą piargi, jary i wąwozy niebywałych kształtów oraz wielkości. Lecz najbardziej ekscytujący – także dla sporej publiczności, obserwującej wyczyn – był zjazd ze stromego, usianego odkrytymi głazami i… śladami obsuwów śnieżnych grzbietu Sennjoch (ściany na lewo od górnej stacji tamtejszych krzesełek).

TJR_6729a

Potem, już dla rozluźnienia, pokonaliśmy jeszcze trasę z punktami pomiaru prędkości (wyniki nie były powalające).

Przez cały dzień Daniel sporo opowiedział nam też o innych wariantach off piste w Schlick, dostępnych w lepszych warunkach śniegowych. Ot choćby o zjeździe przez las do samego Fulpmes. Przekonywał nadto, że specyficzny układ masywów okalających Schlick sprawia, że po opadach tutejszy puch długo utrzymuje doskonałą jakość. Nie bez przyczyny miejscowi instruktorzy i pasjonaci free ride’u są przeciwni planom połączenia Schlick 2000 wyciągiem ze znajdującą się w sąsiedniej dolinie stacją Axamer Lizum – wprawdzie jest ona ponoć równie cicha i urokliwa, ale więcej gości oznacza przecież wzmożoną konkurencję do wytyczenia pierwszego śladu w dziewiczym śniegu.

Co ciekawe, Schlick – prócz świetnych warunków dla miłośników off piste – jest równocześnie ośrodkiem nadzwyczaj przyjaznym rodzinom. Nie chodzi tylko o to, że wszystkie dzieci, które nie przekroczyły 10 lat, przez cały sezon jeżdżą tu gratis. W Schlick 2000 działa także Kinderland, czyli szkoła narciarska dla dzieci (stosunkowo tania – 6 dni zajęć po 4 godziny plus rozmaite atrakcje kosztuje 159 euro). Jest tam także… żłobek dla dzieci od 3 miesiąca życia – oferujące także sypialnie i miejsca do przewijania.

Skądinąd także ceny karnetów dla dorosłych są w Schlick przystępne: w sezonie 6 dni jazdy kosztuje 160 euro, a poza sezonem – m.in. na przełomie marca i kwietnia, okresie najlepszym tu podobno do jazdy poza trasami – 144 euro.

Trzeba jedynie starannie dobierać hotele, gasthausy, restauracje i bary w Fulpmes. Obsługa potrafi być bowiem różna – od przyjaznej po, delikatnie mówiąc, chłodną. Chyba, że to akurat my mieliśmy pecha trafić na mało przyjazne osoby: opryskliwą właścicielkę hotelu („Hubertus”) i takąż kelnerkę (w restauracji „Pavillon”).



Tagi: ,
 Karolina Arendarska 12.01.2011  |   Brak komentarzy

GALERIA: Schlick 2000, czyli free ride i dzieci

TJR_6599a

TJR_6602a

TJR_6611a

TJR_6620a

TJR_6662a

TJR_6674a

TJR_6679a

TJR_6689a

TJR_6724a

TJR_6734a

TJR_6736a

TJR_6771a

TJR_6781a

TJR_6785a

TJR_6795a

TJR_6801a

TJR_6806a

TJR_6810a

TJR_6816a

TJR_6819a

TJR_6822a

TJR_6907a



Tagi: ,
 Karolina Arendarska 12.01.2011  |   Brak komentarzy

Stubai, czyli „Królestwo śniegu”…

… ma w tym sezonie kłopot ze śniegiem. W każdym razie wystarcza go na razie jedynie na… 110 km tras wytyczonych na aż 5 lodowcach, które składają się na Stubaier Gletscher, największy narciarski obszar lodowcowy Austrii. Nie ma jednak obecnie mowy o off piste, nie mówiąc o ekstremalnym freeride.

A przecież kiedy byłem tu w pierwszych dniach listopada, gospodarze z radością zarzekali się, że śniegu jest już więcej niż minionej jesieni. Dumnie powtarzali przy tym, że widocznie jak najbardziej zasadnie Stubaier Gletscher jest laureatem kilku nagród branżowych pism i organizacji turystycznych jako miejsce „z gwarancją śniegu od października do czerwca”.

TJR_6463a

Jednak gdzieś w okolicy Bożego Narodzenia zaczęło silnie wiać, a temperatury mocno się obniżyły. Od tego czasu śnieg już nie padał, a równocześnie kilka razy powiał ciepły Föhn, więc stary śnieg zaczął szybko topnieć – tłumaczyła teraz Alexandra Reinisch z Stubaier Gletscher Bahn, oprowadzająca nas po swoim lodowcu. („Swoim”, bo to właśnie spółka Stubaier Gletscher Bahn jest właścicielem nie tylko wszystkich 25 kolejek i wyciągów na lodowcu, ale i pozostałej infrastruktury: restauracjami zarządza przy tym sama, a jedynie prowadzenie wypożyczalni sprzętu zleca za stosownym odstępnym. Do SGB należy nawet ostatni odcinek drogi wiodącej na lodowiec! Co więcej, spółka jest własnością w pełni prywatną, a najwięcej udziałów należy do ponad 80-letniego i darzonego tu wielkim respektem dr Helmutha Kliera, Ojca Założyciela stacji, który w l. 70 minionego wieku wpadł na pomysł, by zagospodarować narciarsko lodowce doliny Stubai).

Alexandra zdradziła, że na freeride najlepiej przyjeżdżać tu w marcu bądź kwietniu. Wtedy możliwości pozatrasowych jest podobno bez liku – można chociażby zjechać off piste do Sölden w sąsiedniej dolinie Ötztal.

Na dodatek, kiedy wjeżdżaliśmy gondolką na lodowiec, zaczęła pokrywać go silna mgła. Zmodernizowany właśnie snowpark Moreboards Stubai Zoo (z potrójną kickerline, boxami i railami) Osuch i Seba mogli więc tylko sobie wyobrazić…

Mimo to zaliczyliśmy jednak zjazd do kotła Fernau (z listopada pamiętałem go jako przepiękny widokowo) oraz ponad 10 kilometrową trasę Wilde Grub’n: z Schaufelspitze, najwyższego punktu stacji (gondola wyjeżdża na 3210 m n.p.m.) przez obszary Eisgrat i Gamsgarten do – już szlakiem nieprzygotowywanym przez ratraki – dolnej stacji Mutterberg na 1721 m n.p.m. Pokonaliśmy tym samym 1500 m różnicy wysokości.

W końcu zaś zafundowaliśmy sobie małą powtórkę z kursu lawinowego korzystając z tzw. SAAC Basic Camp koło górnej stacji Gamsgarten ( 2620 m n.p.m.). Na wydzielonym tam całkiem sporym  fragmencie stoku, ukryte są symulatory zasypanych przez lawinę, wyposażone w nadajniki Pieps.  Chętni mogą sprawdzić, czy sprawnie posługują się swoim sprzętem (Pieps-ami i sondami) i w wyznaczonym czasie odnajdą „ofiary”.

TJR_6479a

Obejrzeliśmy wreszcie zmodernizowaną (kosztem 10 mln euro) górną stację kolejki Eisgrat ((2900 m n.p.m.) i dopiero co, bo w grudniu, otwartą tam ekskluzywną restaurację „Schaufelspitz” oraz gustowny samoobsługowy bar „Eisgrat”. Łącznie mogą pomieścić ponad 500 gości.

Koncepcję nowego obiektu – poprzez zastosowanie drewnianego wystroju oraz ciepłych kolorów łącząca nowoczesność i funkcjonalność z tradycją i przytulnością – opracował zespół architektów, który za zbliżone budowle otrzymał przed rokiem prestiżową ISR Architektur Award.

Prócz restauracji jest tam gigantyczny sklep i wypożyczalnia Intersportu (700 metrów kwadratowych powierzchni) oraz…  mini fabryczka makaronu. To ponoć położony najwyżej na świecie zakład tego rodzaju.  Harald, jego szef, z wielkim zaangażowaniem tłumaczył technologię robienia klusek. I z wyraźną dumą podkreślał, że maszyna do ich produkcji kosztowała 60 tys. euro, a w ciągu godziny może wyrzucić z siebie 150 kg makarony i klusek różnego rodzaju (w tym takich o wzorze odpowiadającym herbowi Królestwa Śniegu Stubaier Gletscher). Fabryka zaopatruje w świeże produkty mączne wszystkie restauracje na lodowcu. Czego to ludzie/stacje nie wymyślą…

TJR_6515a

Wieczorem w planie mieliśmy zjazd sankami po torze Rodelbahn Elfer w Neustift. W dolinie Stubai jest bowiem aż… 67 km tras saneczkarskich różnej trudności (to na nich pierwsze kroki w tym sporcie stawiał wielokrotny mistrz  świata Markus Prock). Niestety, pogoda panująca w ostatnich dwóch tygodniach sprawiła, że trasa się oblodziła, a w dolnej części pełna jest kamieni. Z jazdy więc nici. W zamian jednak poznaliśmy tajniki popularnej tu gry sportowej pod nazwą Eisstockschiessen. To rodzaj curlingu połączonego z bojkami. Na lodowisku dwie drużyny starają się umieścić swoje „kamienie” jak najbliżej ustawionego w odległości ok. 35 krążka.

Niebiescy pokonali czerwonych.

TJR_6565a



Tagi: ,
 Karolina Arendarska 11.01.2011  |   Brak komentarzy

GALERIA: Stubai, czyli „Królestwo śniegu”…

TJR_6360a

TJR_6463a

TJR_6467a

TJR_6470a

TJR_6473a

TJR_6477a

TJR_6479a

TJR_6480a

TJR_6486a

TJR_6489a

TJR_6500a

TJR_6512a

TJR_6513a

TJR_6515a

TJR_6519a

TJR_6520a

TJR_6522a

TJR_6527a

TJR_6546a

TJR_6565a

TJR_6575a

TJR_6584a



Tagi: ,
 Karolina Arendarska 11.01.2011  |   Brak komentarzy